Wieczór wspomnień poświęcony Jerzemu Czechowi

jcz

Dla ciała i dla ducha

Kiedy parafianie z Łubnian usłyszeli na niedzielnej mszy, o organizowanej przez Parafialne Koło Caritas, pielgrzymce do Bazyliki św. Mikołaja w Rychwałdzie, błyskawicznie zapełnili listę wolnych miejsc. Wyjazd zaplanowano na 20. Lipca 2019r. O godz. 6.30 pielgrzymi wraz ze swoim pasterzem proboszczem Markiem Terleckim, modlili się w łubniańskim kościele o opiekę bożą na czas wyjazdu. I tak, z Pon Bóckiem ruszono w drogę, w kierunku Ziemi Żywieckiej. W autobusie czas szybko mijał na modlitwie i śpiewie ze specjalnie przygotowanych przez organizatorów śpiewników. O godz. 9.00 autokar dotarł do Goczałkowic, gdzie w Ogrodach Kapias podziwiano piękne rabaty z różnymi roślinami, krzewami i drzewami. Między rabatami z różami, daliami, powojnikami można było odpocząć w altance lub w cieniu na ławeczce. Na chętnych do spacerowania czekał labirynt, utworzony przez rosnące żywotniki. Miłośnicy kaktusów mogli podziwiać w specjalnej szklarni ciekawą kolekcję sukulentów.
Następny przystanek wyznaczono w Pszczynie, gdzie zwiedzano dawną rezydencję magnacką. Zamek w Pszczynie zbudowano w XI wieku, później wielokrotnie go przebudowywano. W Muzeum Zamkowym w Pszczynie zachowało się, co jest rzadkością, oryginalne wyposażenie i meble z przełomu XIX/XX wieku, co sprawia, że jest obecnie jednym z najcenniejszych zabytków rezydencjonalnych w Polsce. Na zwiedzających duże wrażenie robią ogromne XIX wieczne lustra, każde o powierzchni 14m2.
Do Rychwałdu, wierni z Łubnian dotarli po godz. 13.00. Tam zostali przywitani przez ojca franciszkanina, który przedstawił dzieje Bazyliki. Następnie pielgrzymi uczestniczyli we mszy świętej, odprawionej przez proboszcza Marka Terleckiego. Po mszy wspólnie odmówiono koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Po modlitwie pani Klaudia i pani Krysia, poczęstowały wszystkich swoim pysznym ciastem i kawą.
Głównej organizatorce wjazdu pani Klaudii, należą się podziękowania za przygotowanie ciekawego wyjazdu, na którym było wiele dla ducha, a także wiele dla ciała.

Odszedł do Pana śp. Jerzy Czech

19. maja po długiej i ciężkiej chorobie, w wieku 72 lat, zmarł Jerzy Czech – ważny członek naszej łubniańskiej społeczności.Był osobą wszechstronnie uzdolnioną: muzycznie, plastycznie, posiadał również umiejętności tzw. złotej rączki. To do Niego szło się z zepsutym różnorakim sprzętem, który Jerzy reperował, usuwał uszkodzenia, przywracał do używalności. Jego umiejętna ręka potrafiła utrwalić na papierze krajobraz, ciekawe budowle czy sportretować osobę. Chętnie też służył ludziom swoją fachowością. Przez wiele lat, nasz kościół w czasie ważnych uroczystości kościelnych, był ozdabiany Jego dekoracjami. Jego dziełem były też, przez szereg lat, stajenki bożonarodzeniowe w kościele.
Dał się również poznać jako autor osobistych liryków, do których skomponował muzykę. Utwory te udało mu się wspólnie z Urszulą Lissy opracować i utrwalić na płycie.
Wiele lat zmagał się z ciężką chorobą, mimo cierpienia, bólu potrafił zachować pogodną twarz i uśmiech.
Śp. Jerzy Czech zostanie odprowadzony na cmentarz w Łubnianach 24 maja. Rozpoczęcie ceremonii pogrzebowych o godz. 11,00.
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie.

Spotkanie autorskie z Harrym Lebichem – autorem Kalejdoskopu historycznego Kaniowa i okolic

IMG_20190317_174028 OK

Monografia „Kalejdoskop historyczny Kaniowa i okolic” to nie tylko historia 250-ciu lat małej wioski w gminie Popielów. To również historia tych ziem  – Śląska Opolskiego – od czasów Fryderyka II Wielkiego, poprzez wojny, powstania śląskie,  fale emigracji, aż po czasy współczesne. Niezwykła opowieść, która przez pryzmat jednej wsi, ukazuje to, co tak trudno dziś znaleźć w książkach historycznych: życie człowieka. Życie człowieka takie, jakim ono było tutaj, na Opolszczyźnie przez ostatnie dwa i pół wieku. Autor z zapałem i dokładnością pokazuje nam to, co zazwyczaj przed studiującymi historię jest ukryte: problemy ludzkie, sposób funkcjonowania gospodarstw, rodzin, szkół, przedszkoli, a także spojrzenie na emigrację, wojny i powstania przez oczy ludzi tym wydarzeniom współczesnym.

Dodatkową wartość książki stanowią zapiski i relacje świadków tamtych czasów. Autor prowadzi czytelnika przez te teksty źródłowe ręką pewną, ale i łagodną, dokładnie opisując kontekst sytuacyjny oraz te elementy historii regionu, które szczególnie ważne są w zrozumieniu motywów poszczególnych bohaterów monografii.

Spotkanie w Popielowie odbyło się 17 marca 2019 r. w Samorządowym Centrum Kultury, Turystyki i Rekreacji. W pierwszej części autor opisywał pracę nad książką oraz jej tematykę. Opowieści Harrego przeplatane były czytaniem fragmentów książki przez jego syna – Rafała Lebicha. Drugą część spotkania stanowił minirecital Moniki Lebich, której akompaniował Tomasz Wojdyła.

Licznie zgromadzona publiczność żywo reagowała na opowieści o Kaniowie, jego okolicach, życiu na Opolszczyźnie w poprzednich wiekach. Na zakończenie, wice wójt Gminy Popielów – Artur Kansy-Budzicz, złożył autorowi pisemne podziękowania oraz kwiaty, podkreślając kolejny walor książki – jej niezmiernie bogatą dokumentację fotograficzną.

Książka „KALEJDOSKOP HISTORYCZNY KANIOWA I OKOLIC” ukazała pod koniec 2018 r. z inicjatywy Harrego Lebicha, Gminy Popielów oraz Rady Sołeckiej Kaniowa. Jest to najnowsza publikacja z cyklu „Moja mała ojczyzna” Harrego Lebicha.
Jak dotąd, spotkania autorskie z Harrym Lebichem, odbyły się w miejscowościach: Kaniów oraz Popielów.

 

Mimo, że książka wciąż jeszcze pachnie farbą drukarską, jest już niemal nie do  zdobycia. Dlatego też za zgodą autora publikujemy kilka fragmentów:

Szkoła dawna

Mimo tego, że nauczyciel stanowił elitę w strukturze społeczności śląskiej wsi i uzyskiwał dosyć wysokie dochody ze swojej funkcji, dodatkowo dorabiał jako pisarz w urzędzie sołtysa i sądu wiejskiego, oprócz tego przysługiwało mu darmowe mieszkanie, małe gospodarstwo rolne o powierzchni 2 ha, posiadał również własne krowy i miał do dyspozycji ogród, to jednak w 1770 roku Andermann musiał się zwrócić o pomoc do instytucji szkolnych i w swoim liście następująco przedstawia swoją trudną sytuację materialną:

Moja bieda powiększyła się do tego stopnia, że już nie jestem w stanie opisać tej mojej biedy i wielkiej prośby o mój ratunek nie mogę już zatajać. Moja rodzina liczy 9 żyjących dzieci, które wymagają utrzymania i pielęgnacji. Jeden syn jest na wojnie we Francji, drugi syn w Królewskim Seminarium Nauczycielskim  w Głogówku i muszę mu pomagać. Ten ostatni potrzebuje wsparcia na zakup książek i ubrań, na pokrycie których przeznaczam prawie cały mój dochód. Dla pokonania tych wydatków zmuszony byłem wpaść w potężne długi

 

Obóz jeniecki (relacja kanadyjskiego jeńca, do której dotarł autor)

Prawdę mówiąc życie jeńca w komandzie pracy jest znacznie zdrowsze niż w obozie (Łambinowicach – przyp. aut.). Na ogół ludzie wracali do Stalagu utuczeni, schludni i czyści. Warunki życia są tam znacznie lepsze, do dyspozycji jest dużo ciepłej wody oraz opału do gotowania i ogrzewania (baraków), traci się tam również otępiającą, leniwą atmosferę stalagu i mężczyźni wykazują większą chęć w robieniu różnych rzeczy dla siebie, długie brody również są rzadkością. E608 był oddziałem leśnym. Pojechałem tam 22 stycznia 1943 roku. Zawsze będę go uważać za szczęście w moim życiu. (Jak przyjechałem) byłem bardzo wychudzony, bardzo słaby i blady na całym ciele, najmniejszy wysiłek bardzo mnie męczył, ale szybko przytyłem i nabrałem sił.

Obóz był mały, mógł pomieścić około 50 mężczyzn. W porównaniu z Lamsdorf (Łambinowice) to był raj.

Wykonywaliśmy różne prace, przeważnie była to ścinka drzew, którą wykonywało się w miesiącach zimowych. Na ogół były to sosny i świerki i wykorzystywano je do produkcji papieru. Choć większe okazy były wykorzystywane na drewno użytkowe. Część drewna przeznaczona była również do kopalni. Każdemu przydzielono zadanie do wykonania, jedni ścinali drzewa, drudzy  zajmowali się obcinaniem gałęzi z powalonego już drzewa. Później przychodził majster, wykonywał obmiar ściętego drzewa i decydował, jak należy je pociąć. Wszystkie końce, lub czasami całe drzewo jest pocięte na odcinki o długości jednego metra. Część drewna przeznaczona była na opał, a część do produkcji papieru.  Drewno do produkcji papieru musi być okorowane, czyli cała kora musi być zdjęta  z drewna. Jest to praca wykonywana przez innych pracowników. Wszystkie wgłębienia i szpary w drewnie były również okorowywane. Gdy ścięte drewno jest już okorowane i pocięte na odcinki jednego metra, musi być ułożone w ładne stosy, zawierające jeden metr sześcienny drewna jednego rodzaju, tj. drewno opałowe lub drewno na papier. Niemcy wykorzystują wszystko to, co pozyskają z lasu.

 

Władza a obywatele

Miejscowej ludności, a i również władzy zależało przecież na jak najszybszym ustabilizowaniu życia, dlatego najważniejszym celem było uruchomienie zniszczonych zakładów pracy, zaopatrzenie sklepów w podstawowe artykuły potrzebne na wioskach, organizacja akcji żniwnych, uruchomienie nauki w szkołach, zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej, itd. Z drugiej strony władza nakładała na mieszkańców cały szereg powinności i przymusowych świadczeń na rzecz państwa. Skala tych powinności i obciążeń była bardzo duża i wywiązanie się z nich było trudne.

Oprócz płacenia podatków wymagano dodatkowo od mieszkańców wsi obowiązkowych dostaw zboża, żywca, mleka, ziemniaków, itd. Do tego dochodziły składki na Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy i Kraju oraz różnego rodzaju czyny społeczne, czyli dodatkowe prace wykonywane na polecenie  władzy. Jedną z takich prac było obowiązkowe zbieranie stonki ziemniaczanej, o której pojawienie się oskarżano zachodnich imperialistów, wrogów państw socjalistycznych.

Powszechna była w tym czasie niewyobrażalna dla nas dzisiaj bieda i ubóstwo, dodatkowo ludzie musieli bardzo ciężko pracować. Znaczna część ludności egzystowała poniżej minimum socjalnego. Przyczyną tego był fakt, że społeczność wiejska składała się przeważnie z kobiet i dzieci, którym brakowało krów, koni i innych zwierząt pociągowych, ponieważ zostały zabrane przez sowietów lub szabrowników. Mężczyźni nie wrócili jeszcze z wojny lub z obozów. Do pracy na roli większość mieszkańców dysponowała tylko siłą swoich rąk. Dużo było również osób w podeszłym wieku, którzy wymagali opieki.

Jest Sołtys w Łubnianach

Na spotkaniu mieszkańców Łubnian w dniu 6.03 br., nie wybrano sołtysa, ze względu na to, że proponowani kandydaci nie wyrazili zgody na podjęcie tej funkcji. Natomiast na następnym spotkaniu w dniu 21.03, w wyniku głosowania, sołtysem została pani Anna Cuda. Pani Anna obejmuje ten urząd po 27 latach pracy dla sołectwa, pana Joachima Świerca. Nowa pani Sołtys od urodzenia mieszka w Łubnianach, na co dzień pracuje w Zakładzie Piekarniczo-Cukierniczym Zimmermann również w Łubnianach.
W pracach na rzecz sołectwa, będzie jej pomagać Rada Sołecka w składzie: Krystian Baldy, Bernard Koc, Teresa Kozielska, Ewelina Kurpierz,Józef Moczko, Joachim Świerc.
Annie Cuda życzymy by udało się jej wszystkie zadania pomyślnie wykonać, dużo satysfakcji z pełnionej funkcji oraz życzliwości mieszkańców.

Spotkanie w Popielowie

20190301120915_spotkanieh.lebich

Koncertowi Trzej Królowie!

Jak co roku w naszej gminie kolędowali Trzej Królowie. W tym roku razem z Maryją Panną i dzieciątkiem. Fragment kolędowania można zobaczyć na filmie poniżej:

Jak w każdym roku, uzbierane pieniądze przeznaczone zostaną na pomoc dla Bartka Kurhofera.

Święty czas Bożego Narodzenia

W święty czas Bożego Narodzenia
życzymy spokoju i wytchnienia,
radosnego śpiewu kolęd przy pięknej choince
i udziału w uroczystej Pasterce,
przeżycia tych Świąt w zdrowiu
a w Nowym Roku radości w każdym dniu.

bombki

Kiermasz 2.12.2018 r.

Pożegnanie Edwarda Pochronia

Pożegnanie zmarłego 1. listopada Edwarda Pochronia odbędzie się 8. listopada o godz. 13.00, na cmentarzu w Kup. Odprowadzenie na miejsce spoczynku będzie miało charakter świecki, zgodnie z ostatnią wolą zmarłego. Rodzina prosi, zgodnie z życzeniem zmarłego, aby zamiast wiązanek pogrzebowych, wpłacać datki na rzecz Hospicjum w Siołkowicach.